Lost heart [24]

Jestem ostrożny, mam tylko jeden cel.
Odliczam sekundy. To mój idealny scenariusz.
Taemin: „Danger”.

Jak to środki zostały zablokowane?! – krzyknął Sakurai Hiro, zaciskając z całej siły pięści. W głowie mu się to wszystko nie mieściło. Po Doojonie mógł spodziewać się wszystkiego, ale żeby pozbawiał jego ojca leczenia w najważniejszym momencie walki z rakiem?! Przecież mu się nie sprzeciwił (przynajmniej nie zdawał sobie z tego sprawy), więc dlaczego tak nagle przestał opłacać szpital? W dodatku od jakiegoś czasu w ogóle się z nim nie kontaktował. Jakby zapadł się pod ziemią.
Jeżeli nie ureguluje pan zaległego rachunku, pański ojciec będzie musiał opuścić szpital – poinformował niski lekarz z przerzedzonymi włosami na czubku głowy. Patrzył na niego z rezygnacją, nie oczekując żadnej wpłaty. Szczerze irytowało go, gdy musiał trzymać w swoim szpitalu dłużników. – To prywatny szpital i nie możemy sobie pozwolić...
Załatwię pieniądze – oznajmij stanowczo blondyn i zbadał Koreańczyka surowym spojrzeniem. Najchętniej powiedziałby co o nim myśli i przypomniał ile pieniędzy zarobili na jego ojcu, ale na razie wolał się powstrzymać. Dla dobra staruszka, którego kochał nade wszystko. – Proszę nic nie mówić mojemu tacie. Najpóźniej jutro pieniądze znajdą się na koncie.
Zostawił lekarza daleko za sobą, kierując się w stronę wyjścia. Tym razem nie zamierzał odpuścić Doojonowi. Albo opłaci szpital, albo to się źle dla niego skończy.

*

April biegła ile sił w nogach, od czasu do czasu wpadając na kogoś nieznajomego. Nie zaprzątała sobie myśli przepraszaniem. Po prostu biegła dalej z wymalowanym przerażeniem w zapłakanych oczach. Miała zasiadać z Kim Bumem do kolacji, gdy dostała przerażający SMS od Doojona: „Jeżeli nie zobaczę cię w swoim domu za piętnaście minut, zacznę strzelać do członków twojej rodziny, jak do kaczek”. Nie poinformowała Buma nawet o tym, że wychodzi. Chłopak poszedł po coś do swojego pokoju, dzięki czemu niepostrzeżenie ubrała buty, i biorąc zimową kurtkę w dłonie, wybiegła.
Willa Lee znajdowała się pół godziny drogi od mieszkania Kima, ale dzięki skrótom mogło udać jej się znaleźć tam wcześniej.
Przebiegła tuż przed czarnym porsche, które zatrzymało się z piskiem opon.
Co do cholery?! – wykrzyczał oszołomiony kierowca, trzaskając drzwiami od samochodu, jednak April była już po drugiej stronie ulicy.
Zatrzymała się na moment, głośno kaszląc. Czuła, jak ostre powietrze drażni jej gardło, zadając okropny ból. Potrzebowała wody. Dosłownie kilku łyków, by pozbyć się tego okropnego uczucia suchości, ale nie miała czasu.
Liczyła się dosłownie każda sekunda.
Wyjęła w pośpiechu komórkę, która rozdzwoniła się w kieszeni kurtki. Od razu nacisnęła czerwoną słuchawkę. To tylko Kim Bum, pomyślała z bólem serca i ponownie zerwała się do biegu.
Ten dzień miał być wyjątkowy, a skończył się jak zwykle. Choi wiedziała, że brak kontaktu z Lee oznaczało jedynie ciszę przed burzą i wcale się nie pomyliła. Żałowała jedynie tego, iż dała się ponieść chwili. Zapomniała o tym, jaki Doojon potrafił wywołać wpływ na życie innych ludzi. Spotykając się z Kim Bumem zachowała się egoistycznie. Dla chwili szczęścia naraziła rodzinę, a także jego samego. Co z tego, że zamierzał jej pomóc, skoro z Doojonem nikt nie miał żadnych szans, by wygrać?
Zatrzymała się przed ogromną posesją i wbiła kod, by otworzyć żelazną bramę. W środku było ciemno. Niewielka lampka paliła się obok schodów.
Jestem! – krzyknęła przerażona i weszła na górę, gdzie dostrzegła pojedyncze płatki róż. – Nie rób nikomu krzywdy!
Gdy znalazła się na półpiętrze zauważyła mnóstwo świeczek po obu stronach ścian. Płatki róż poprowadziły ją do pokoju, z którym nie miała najlepszych wspomnień. Doskonale pamiętała, jak kilka tygodni temu obudziła się w nim dotkliwie pobita. Miała wtedy na sobie erotyczną bieliznę. Na ścianach wisiały jej nagie portrety. Wtedy też została zgwałcona.
Otworzyła ostrożnie drzwi i rozejrzała się po ciemnym pomieszczeniu. Odrobiny światła dawały zapalone świece, które zaczynały ją już drażnić. Na cholerę to wszystko? I gdzie podziewała się jej rodzina?!
Przyszłam, tak, jak chciałeś. Co z moją rodziną? – spytała łamiącym się głosem, jednak nikt jej nie odpowiedział. Widziała leżącą postać na łóżku i nie miała wątpliwości co do jej tożsamości. Nie wiedziała jednak, czego od niej oczekiwał. I, dlaczego leżał głową skierowaną w stronę ściany? Lee zawsze spał tak, by w razie ataku wyjąć pistolet i zastrzelić osobę wchodzącą przez drzwi. To była jego mała obsesja, dlatego czuła się nieco zbita z tropu.
Doojon?
Przerażona do granic możliwości odnalazła po omacku światło. Gdy pokój całkowicie się rozjaśnił, ujrzała byłego chłopaka leżącego bez jakichkolwiek oznak życia. Jedną dłoń miał wyciągniętą w jej stronę. Podchodziła najpierw powoli, potem coraz szybciej. Gdy zdołała bliżej przyjrzeć się chłopakowi, zauważyła twarz wykrzywioną w grymasie bólu.
Niesamowicie bladą, pozbawioną życia twarz Lee Doojona.
Doojon... – jęknęła, rozpaczliwie rzucając się na ratunek Azjacie. Puls był niewyczuwalny, a na czerwonej pościeli zauważyła zaschniętą krew. Oznaczało to, że Lee leżał tu już nieco dłużej i nie miał jak wysłać do niej wiadomości. Kto więc to zrobił?
Wyjęła przerażona komórkę i wybrała numer na pogotowie. Dłonie jej się trzęsły, a serce cisnęło się do gardła, tworząc w nim ogromną gulę. Nagle zauważyła w dłoni lśniący pierścionek i kawałeczek kartki papieru. Wzięła ją do ręki i przeczytała: „Wyjdziesz za mnie?”.
Opuściła dłoń z dzwoniącym nadal telefonem. Czuła, że rozpada się na kawałki i nikt nie będzie mógł jej pozbierać. Chociaż miłość jej życia okazała się okrutna i brutalna, nie potrafiła patrzeć na martwego chłopaka z obojętnością. Nie czuła nawet ulgi, choć wydawało jej się, że dzięki jego śmierci w końcu będzie wolna.
Płacząc, zacisnęła dłoń Koreańczyka i pospiesznie przyłożyła telefon do ucha. Od razu usłyszała zniecierpliwiony głos jakiejś kobiety.
Dzień dobry! Tu Choi... Choi April. Ja...
Odłóż ten telefon.
Umilkła, widząc młodego chłopaka, który celował w nią pistoletem.
Powiedziałem odłóż ten cholerny telefon! – krzyknął, a April w końcu spełniła jego rozkaz.
Dziewczyna wciąż ściskała dłoń Lee, w której znajdował się kosztowny pierścionek. Od dawna przeczuwała, że zginie, ale nigdy nie pomyślałaby, że będzie towarzyszyć jej Doojon. Miała zginąć z jego rąk. Jak mógł dać się zabić?
Choi otarła łzy i uważnie spojrzała na młodego mężczyznę, przyglądając się kruczoczarnym włosom i dużym, ciemnoczekoladowym oczom. Reszta twarzy była zakryta czarną bandaną, przez co nie mogła dokładnie stwierdzić, z kim miała do czynienia. Wiedziała jednak, że znała ten głos.
Jak podobają ci się zaręczyny? Piękny pierścionek wybraliśmy wraz z Doojonem? – spytał chłopak, kręcąc pistoletem wokół palca. Był wyraźnie zadowolony ze swojego planu.
Dlaczego go zabiłeś? – spytała łamiącym się głosem, April i przymknęła na moment powieki. Próbowała zachować spokój, by skupić się na głosie chłopaka, jednak czuła się zbyt przytłoczona śmiercią Lee. Nie potrafiła myśleć o niczym innym, jak o tym, że ściska martwą dłoń człowieka, którego niegdyś tak bardzo kochała. – I do czego ja jestem ci potrzebna? Po co to wszystko?
Och, on zginął przez ciebie, April – oznajmił zadowolony i zdjął bandanę ukazując swoją twarz.
Hyunsik?!
Mówiłem, że Lee niedługo ci się o świadczy i, bum! – klasnął w dłonie z radosnym uśmiechem – stało się. Chyba jestem dobry w przepowiadaniu przyszłości, nie sądzisz?
Dla-dlaczego? Nic nie rozumiem...
Nie rozumiesz?! – ton jego głosu zmienił się diametralnie. Podszedł rozwścieczony do szatynki i pociągnął ją za włosy, rzucając o podłogę. Cisnął w nią zdjęciem i rozkazał, by się mu przyjrzała. – Pamiętasz tego chłopaka? – zaprzeczyła, przez co dostała kopniaka w brzuch. Hyunsik w ogóle nie zwracał uwagi na płacz i bolesne jęki dziewczyny. Liczyła się dla niego tylko i wyłącznie zemsta. Śmierć za śmierć - nic więcej. Kopnął ją jeszcze kilka razy i ponownie kazał spojrzeć na zdjęcie. – To Hyesung. Mój starszy brat, który był w tobie zabójczo zakochany – prychnął, jakby zakochanie się w kimś takim, jak Choi April było czymś obrzydliwym. Po chwili w jego skośnych oczach pojawiły się łzy, a twarz wykrzywił grymas niezadowolenia. Szarpnął dziewczynę za włosy i kazał wstać. – Popełnił samobójstwo, gdy powiedziałaś, że nie będziesz spotykała się z mięczakiem. Doskonale wiedziałaś, że nie był lubiany w szkole i przez to go odtrąciłaś. Nawet nie wiesz, jak bardzo się wtedy załamał!
Nie chciałam, żeby coś mu się stało! – zaprotestowała, a chłopak zaczął ją dusić. Wybałuszyła szeroko oczy. Próbowała złapać oddech, szarpiąc się na wszystkie strony, jednak uścisk był zbyt mocny.
Do nikogo się nie odzywał! Aż pewnego dnia wyszedł z domu i powiesił się na drzewie przed moimi oknami! ZABIŁAŚ GO!
Czuła, jak uchodzi z niej życie, gdy Hyunsik przyparł ją do ściany. Łzy spływały ciurkiem po jej twarzy, a z ust próbowały wydobyć się jakieś słowa. Nie potrafiła złapać tchu. Myślała o wszystkim, co wydarzyło się w jej życiu. Począwszy od domu przyrodnich rodziców, przyjaźni z Kim Bumem, miłości do Lee Doojona, a kończąc na trzymaniu jego martwej ręki.
Wiem, jak bardzo kochałaś Lee, dlatego go zabiłem! Chciałem, żebyś przed śmiercią ujrzała twojego martwego chłoptasia. Chciałem, żebyś poczuła to samo co ja! – zacisnął mocniej dłonie na jej szyi, powoli kończąc jej krótki żywot.
Jedyne o czym marzyła w tamtej chwili, April, to przebaczenie. Pragnęła, by wszyscy - łącznie ze zmarłym Hyesung'iem - wybaczyli jej i starali się zrozumieć. Tak bardzo chciałaby poprosić rodziców, by nie płakali i pomogli Thomasowi dostać się na najlepsze studia do Stanów.
Tak bardzo pragnęła powiedzieć Bumowi, że go kochała...
Rozluźniła mięśnie, rezygnując z dalszej walki i zamknęła oczy, tracąc całkowity kontakt ze światem.

*

Moja mała córeczka...
Trzymaj się, skarbie. Nie zostawiaj nas.
Jesteś silna, April. Kochamy cię.
Słyszała głos rodziców i Kim Buma. W tle gdzieś płakał jeszcze Thomas, który powtarzał, że jest jego małą siostrzyczką. Nie mogła otworzyć oczu, a ból gardła był tak bolesny, że nie potrafiła przełknąć nawet głupiej śliny.
Poruszyła się! Thomas idź po lekarza! – zawołała nagle Hye Mi i ścisnęła dłoń nastolatki.
April naprawdę czuła jej dotyk. Ciepły, troskliwy uścisk matki. Jak to możliwe, skoro powinna już nie żyć? Może po prostu sobie to wszystko ubzdurała, tkwiąc w nieznanej jej ciemności? Tylko dlaczego tak bardzo ją bolało?
Spróbuj otworzyć oczy, April. Już nic ci nie grozi – usłyszała łamiący się głos Kima. Głaskał ją po czole, na którym poczuła krople łez. Ucałował ją i odszedł, gdy w pomieszczeniu pojawiło się kilka innych osób.
Po chwili znów nastała ciemność.

*

Otworzyła przerażona oczy i chciała uciec, gdy coś ją powstrzymało. Zauważyła różne rurki podpięte do rąk.
April... – Bum wybudzony ze snu, pospiesznie dotknął dziewczyny, jednak ta od razu go odtrąciła. Widział, że próbowała krzyczeć, ale ból opuchniętego gardła skutecznie jej to uniemożliwił. Zamiast tego próbowała oderwać się od kroplówki, wylewając potok łez. Przytulił ją na tyle mocno, by nie mogła zrobić sobie krzywdy i nacisnął czerwony guzik, wzywając lekarzy. April wyrywała się z każdą chwilą coraz bardziej, jednak zdołał ją utrzymać aż do przybycia specjalistów.
Przytrzymajcie ją! – krzyknął głośno jeden z lekarzy, a dziewczynę otoczono ze wszystkich stron i położono z powrotem do łóżka. Otrzymała lek uspokajający, który pozwolił na dokładnie przywiązanie nastolatki pasami bezpieczeństwa.
Kim patrzył na to wszystko z bólem serca. Nie potrafił wybaczyć sobie tego, że pozwolił jej tamtego dnia wyjść. Jak mógł zostawić ją samą w pokoju? Nawet nie wiedział, że włączyła telefon. Był tak bardzo szczęśliwy, że zapomniał o niebezpieczeństwie, które przecież nie zmalało ani przez krótką chwilę.
Co z tego, że szukał Choi po całym mieście skoro nawet nie wiedział, gdzie szukać?
O tym, że dziewczyna znalazła się w szpitalu dowiedział się od Thomasa grubo po tym, co się wydarzyło. Myśl o tym, że jego ukochana była tak bliska śmierci jeszcze bardziej go przygnębiała. Powinien był ją ochronić.
Pacjentka jest w szoku – poinformował lekarz, podchodząc do Azjaty. – Minie trochę czasu, nim dojdzie do siebie. Będzie musiała skorzystać z pomocy psychologa, ponieważ jej umysł nie funkcjonuje już poprawnie...
Mogę z nią zostać? – spytał, spoglądając na spokojnie leżącą szatynkę. Przywiązali ją, jak jakąś wariatkę. Chociaż wiedział, że musieli to zrobić, był na nich o to wściekły.
Tylko chwilę. Pacjentka powinna odpocząć. Pójdę skontaktować się z jej rodziną.
Gdy wszyscy wyszli, usiadł na krześle obok łóżka April. Dziewczyna patrzyła na niego ze stoickim spokojem. Dostrzegał jednak w jej oczach niewyobrażalny ból. Wiedział, że go słyszała, dlatego zdecydował się do niej mówić.
Jesteś bezpieczna. To ja, Kim Bum – głos na moment mu się załamał. Wziął głęboki oddech i kontynuował z delikatnym uśmiechem: – Kocham cię. Pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejsza. Dasz sobie radę, słyszysz? Jesteś silna, April.
Do...Do...
Co? Chcesz mi coś powiedzieć? – spytał zaskoczony, gdy dziewczyna próbowała coś wydukać przez obolałe gardło. Po jej policzkach spływały łzy, przez co i on w końcu się rozkleił. Dotknął przywiązanej do łóżka dłoni dziewczyny, szepcząc: – Co mi chcesz powiedzieć, April?
N-nnie... nn... nie żż-yje?
Chodzi ci o Doojona? – Przytaknęła. Albo zapomniała o tym, jak znalazła chłopaka martwego w łóżku, albo próbowała zmienić rzeczywistość. Nie miał jej za złe tego, że w ogóle o niego pytała. Doskonale zdawał sobie sprawę z miłości, jaką darzyła tego bydlaka. Sam pewnie zachowałby się w taki sam sposób. – Nie żyje. – Szatynka odwróciła głowę, zaciskając oczy. – Hyunsik prawie cię zabił, April. To Hiro cię uratował. Przyszedł do domu Lee, by zażądać pieniędzy na szpital ojca. Gdy zobaczył, że ktoś cię dusi, wyciągnął pistolet i nacisnął na spust. Zabił Hyunsika i teraz może iść do więzenia jeśli nie wyzdrowiejesz i nie opowiesz wszystkim o tym, co się naprawdę wydarzyło.

*

Podczas procesu sądowego, gdzie Hiro był głównym podejrzanym o zabójstwo Lee Doojona, Seo Hyunsika i próbę zabójstwa Choi April, poszkodowana dziewczyna po raz pierwszy zabrała głos w tej sprawie. Musiały minąć cztery długie miesiące, gdzie nastolatka była pod stałą opieką psychologa, by Sakurai Hiro opuścił areszt. Jedynym naocznym świadkiem całego zdarzenia była April, a przez to, że dziewczyna albo wpadała w szał podczas pytań policjantów i zaczynała uciekać, albo płakała, do niczego nie mogli dojść.
Na szczęście na sali rozpraw, Choi April w końcu powiedziała wszystkim prawdę. Trzęsła się przy tym jak osika, gniewnie ścierając z policzków spływające łzy. Co chwilę powtarzała: „Hiro powinien pozwolić mi wtedy umrzeć. To byłoby łatwiejsze od tego, co teraz przechodzę”. Gdy dostała ataku histerii i zaczęła krzyczeć, że Doojon stoi w drzwiach sali sądowej, pani psycholog wraz ze strażnikiem wyprowadzili ją na zewnątrz.
To był ostatni raz, gdy Sakurai ją widział. Nie potrzebował od niej podziękowań za to, że ocalił jej życie. Państwo Choi wraz z Thomasem zrobili to za nią. Ponadto Kim Bum w zamian za wykazane poświęcenie opłacił szpital jego schorowanego ojca i zapewnił mu stałą opiekę najlepszych lekarzy.
Dobrze, że już po wszystkim. – Bum stanął obok blondyna i poklepał go po ramieniu. Nigdy nie żywił do tego chłopaka większej sympatii, jednak wdzięczność za uratowanie życia April sprawiła, iż nie mógł go nienawidzić.
Japończyk skinął głową.
Co będzie z April?
Lekarze twierdzą, że nigdy nie uda jej się z tego wyjść. Podobno jej psychika za bardzo ucierpiała, a przez niedotlenie w mózgu zaszło bardzo wiele nieuleczalnych zmian. Strach i koszmary bez wątpienia będą towarzyszyć jej do końca życia, ale... – zamilkł na moment, przełykając gorzkie łzy – może za kilka lat zdoła żyć normalnie. Na tyle, na ile będzie to możliwe. Ona... zachowuje się, jakby była zupełnie w innym miejscu, rozumiesz? – Sakurai przytaknął i spuścił wzrok na swoje białe adidasy. – Cały czas patrzy przed siebie przerażonymi oczami. Mówię coś do niej, a ona albo nie odpowiada, albo coś bełkocze. Nie potrafię na to patrzeć i nie zastanawiać się, czy śmierć nie byłaby dla niej łatwiejsza...
Nie wolno ci tak myśleć – oznajmił szorstko blondyn i potrząsnął chłopakiem. – Życie jest najcenniejsze. Nawet, jeśli jest wam teraz ciężko, pewnego dnia będzie łatwiej, rozumiesz? Ona dojdzie do siebie.
Nawet jeśli mnie przy tym nie będzie – dodał ze smutkiem Bum. – Rodzice zabierają ją do Nowego Jorku. Psychiatra April stwierdził, że tutaj dziewczyna nie zazna spokoju przez wspomnienia. Jeżeli wyjedzie będzie mogła zacząć wszystko od nowa.
Jeśli jesteście sobie pisani to z pewnością wasze drogi jeszcze kiedyś się połączą – zapewnił Hiro i skierował się do wyjścia z budynku. – Najważniejsze, by doszła do siebie po piekle, który przeszła. Nic innego się nie liczy. Dziękuję za pomoc dla mojego ojca. Jestem twoim dłużnikiem.
Zapłaciłeś, ratując życie April. Pieniądze się dla mnie nie liczą.
Sakurai odszedł, pozostawiając Buma z natłokiem myśli. Koreańczyk zastanawiał się nad tym, jak jego życie będzie wyglądało bez April. Żył po to, by się o nią troszczyć, martwić i biec z ratunkiem, gdy najbardziej go potrzebowała. Jak sobie poradzi bez niej? Nawet, jeśli zachowywała się teraz, jak przerażone dziecko, wciąż ją kochał. Nienawidził jej rodziców za to, że chcieli mu ją odebrać, ale z drugiej strony ich też rozumiał. Chcieli dla niej najlepiej. On także, dlatego od tygodnia w ogóle się z nią nie kontaktował. „Będzie jej łatwiej bez pożegnania z tobą. Nie chciałabym, by po raz kolejny całkowicie się załamała” – powiedziała jednego dnia matka dziewczyny. Chociaż nie chciał w taki sposób rozstać się z ukochaną, nie miał wyboru. Jej dobro i szczęście było ważniejsze od jego złamanego serca i tęsknoty.
Musiał nauczyć się żyć bez niej.
Dla niej.


KONIEC!
*

W końcu doczekaliście się zakończenia tej historii. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że jednak udało mi się napisać ją do końca! Po wielu trudach i braku czasu (nie raz również weny) udało mi się. Nie osiągnęłabym jednak tego bez Was - moich wiernych czytelników <3. Nie wiem ilu z Was tak naprawdę czytało "Lost heart", ale to nie ma znaczenia. Piszę dla tych, którzy lubią moje opowiadania i tylko to się liczy.
Wielu z Was na pewno nie będzie zadowolona z zakończenia, ale na pocieszenie wyjawię, że prawdopodobnie pojawi się druga część losów Kim Buma i April. Nie wiem, kiedy, ale z pewnością nie opuszczę tej historii w ten sposób.  Za bardzo się do niej przywiązałam :).
Jeszcze raz dziękuję za to, że wytrwaliście ze mną do końca i zapraszam na moje nowe opowiadania:


oraz



Wasza Snooki.